piątek
| 15 listopada 2019

Na temat utworzenia spółki handlującej koncentratem jabłkowym w ramach Polskiego Holdingu Spożywczego rozmawiamy z "parlamentarnym ojcem" projektu posłem PiS Janem Dudą.

Marta Wiszczycka: Jaka jest obecnie sytuacja na rynku koncentratu jabłkowego? 

Jan Duda: Trzeba zacząć od tego co to jest ten koncentrat. To zagęszczony sok jabłkowy (lub porzeczkowy, wiśniowy), powstający po wyciśnięciu soku i odparowaniu części wody. Dla wyprodukowania 1 kg takiego koncentratu potrzeba od 7-8 kg jabłek. Może być przechowywany około 3 lat i stanowi podstawowy półprodukt soku pitnego, ale w przypadku koncentratu jabłkowego, również bazę wielu innych napojów, mieszanek soków pitnych i wyrobów spożywczych. Jego największą zaletą jest czas przechowywania przy bardzo niewielkich kosztach. Informacje te pochodzą od producentów. Obecna sytuacja na rynku polskim bardzo się skomplikowała z powodu bardzo wysokich ceny jabłek przemysłowych w roku ubiegłym, i co się z tym wiąże, wysoką ceną koncentratu, która z kolei uruchomiła jego import z poza obszaru rynku unijnego m.in. Ukrainy, Turcji a przede wszystkim Chin. Tu można zadać pytanie dlaczego tak drogo płacono w zeszłym roku za jabłko przemysłowe? Odpowiedź jest prosta – bo go było mało, a mali polscy producenci koncentratu byli związani umowami z dużymi handlowcami i zapasów nie mieli.

Jaka jest geneza projektu spółki, która miałaby handlować koncentratem jabłkowym?

No jeszcze nie spółki – a jedynie pomysłu na spółkę, co stanowi istotną różnicę. Kilku producentów koncentratu ponad rok temu, zwróciło się do mnie z pomysłem ustabilizowania cen na rynku jabłek przemysłowych i owoców miękkich. Przedstawili mi analizę rynku jabłek w Polsce i na świecie oraz propozycję stabilizacji cen tego surowca poprzez, oczywiście to wielki skrót, pomoc państwa. Pomoc ale nie poprzez dopłaty do jabłek przemysłowych czy jabłek "niby" wycofywanych z rynku i rozdawanych instytucjom charytatywnym (co kosztuje rocznie setki milionów złotych), które wcale nie odciążały rynku wewnętrznego tylko dodatkowo go destabilizowały.  Miałaby to być konsolidacja małych krajowych producentów koncentratu wraz z sadownikami i z pomocą państwa w postaci utworzenia krajowej spółki handlu koncentratem. Wkład państwa w stosunku do pieniędzy, które wydaje na pomoc doraźną byłby niewielki i jednorazowy. np. byłyby gwarancję kredytowe, a powstały podmiot byłby poważnym partnerem dla wielkich europejskich graczy w handlu koncentratem na rynku unijnym. Pole do manewru jest, pojedynczo nasi producenci za tonę koncentratu uzyskują 600-800 € cena na giełdzie to już 1100-1300€.

Co jest przyczyną takiej dysproporcji cenowej?

Nasze firmy są małe nie mają wystarczającego własnego kapitału na całosezonowe finansowanie i magazynowanie produktu. A potencjał firm nie pozwala na kredytowanie całości produkcji i jest bardzo kosztowne. Sprzedają więc produkt na bieżąco po cenach jakie podyktuje pośrednik.

Dlaczego jest to tak ważne dla sadowników? Czy nie wystarczą na przykład ceny minimalne w skupach albo dopłaty?

Jak już wspomniałem udział w tym przedsięwzięciu mieliby również sadownicy. Z analiz, które wykonaliśmy, wynika, że przy sprzedaży bez pośredników i uzyskiwanie cen zbliżonych do giełdowych, firmy zrzeszone w nim były by w stanie płacić za jabłko przemysłowe 0,4 - 0,5 zł/kg rokrocznie, a nie w jednym roku, kiedy brak surowca ok. 1 zł, a następnie 0,15 - 0,20, tak jak w tym, odrabiając straty. Te rozwiązania przedstawiałem na wielu spotkaniach z sadownikami, są do tego nastawieni pozytywnie. Wszystkim zależy na jakiejś stabilizacji. Na zupełnie rozchwianym rynku zarabiają tylko spekulanci. A co do cen minimalnych, kto i w jaki sposób nakaże je stosować firmom niepolskim np. niemieckim, ukraińskim, czy bardzo ekspansywnemu na rynku polskim, kapitałowi chińskiemu? Chińczycy (największy producent jabłek i koncentratu na świecie) nie ukrywają, że zakup polskich firm to otwarcie drzwi na całą Unię Europejską dla ich produktu. Kupili już dużą polską firmę "Appol" i na tym zapewne nie skończą. Ekspansję tę dostrzega niemiecki potentat w tej branży Döhler, i do niej się przygotowuje przedstawiając propozycje gwarancji cenowych polskim sadownikom. Powracając do cen minimalnych ustalanych odgórnie, to jakie przyjmiemy kryteria – sady małe czy bardzo duże, w terenach górskich, takich jak u mnie, czy nizinnych (Grójec, Sandomierz) – ustalenie ceny minimalnej jest niezmiernie trudne i bardzo niebezpieczne. Nasze małe firmy nie mogą konkurować, z uwagi na potencjał, z graczami bardzo dużymi. A dopłaty bezpośrednie do niskich cen, to dopłacanie pośrednio również tym rekinom, którzy przejęli większość naszego rynku przetwórczego. Dlatego należy zebrać razem polskich przetwórców owoców tworząc silny podmiot, który powiąże ze sobą producentów owoców gwarantując im skup i odpowiednie ceny. Niemcy przedstawili swoją propozycję, która opiera się na naszym pomyśle o którym mówię od lat.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Jakie będą zadania takiej spółki?

Jak już mówiłem konsolidacja małych polskich producentów koncentratu, powiązanie ich z sadownikami oraz utrzymanie kontroli nad tym co pozostało w polskich rękach, jeżeli chodzi o produkcje koncentratu. Mówimy tu o około 20-kilku procentach naszego rynku. To powinno wystarczyć aby taki podmiot mógł być bezpośrednim partnerem dla dużych firm wykorzystujących koncentraty w swojej produkcji. Nie chodzi tu oczywiście o bezpośrednią konkurencję z firmami niemieckimi czy austriackimi, to raczej wspólna idea działania na rzecz ochrony rynku polskiego, a co za tym idzie, unijnego, przed konkurencją zewnętrzną. Powiem więcej, takie działanie jest absolutnie konieczne, aby polskie sadownictwo przetrwało.

Dlaczego udział w sadowników czy rolników w spółkach przetwórczych jest tak istotny? 

Sadownicy i rolnicy to najsłabsze ogniwo w łańcuchu produkcji żywności. Tak naprawdę, to oni ponoszą całe ryzyko produkcji. To nie do przewidzenia co się wydarzy – trzeba brać pod uwagę wpływ warunków atmosferycznych, siłę wyższą. Sytuacja na rynku jest nieprzewidywalna, i warto tutaj wspomnieć starą prawdę, że produkcja surowca jest najmniej opłacalna ze wszystkich. Dlatego rolnicy muszą zostać włączeni w udział w zyskach z przetwórstwa i handlu gotowymi produktami, a te są niebagatelne i trafiają do wielkich korporacji, które ponadnarodowo zdominowały rynek żywności. Bardzo dobrze z tym problemem radzą sobie kraje skandynawskie. Państwo musi chronić tych, którzy są słabi nie dlatego, że nie potrafią, tylko są w takiej pozycji ustawiani przez silniejszych.

Jaka jest perspektywa czasowa utworzenia tej spółki?

Na tak postawione pytanie nie potrafię w sposób jednoznaczny odpowiedzieć. Od dwóch lat ten problem podnoszę nieustannie. Odbyłem kilka rozmów z Panem Premierem Morawieckim, który absolutnie takie działanie popiera. Powiedział to z trybuny sejmowej i skierował nas z projektem do Narodowego Funduszu Rozwoju, gdzie spotkaliśmy się z prezesem. Przedstawiliśmy naszą wizję, materiały zostawiliśmy i od kilku miesięcy cisza. Pośrednio usłyszałem jedno słowo "impossible"). Z ministrem Ardanowskim rozmawiałem o tym pomyśle jeszcze jak pracowaliśmy razem  w Komisji Rolnictwa. Wiem, że jest całym sercem za takim spojrzeniem na ten problem, mówi to publicznie. Za to i Premierowi Morawickiemu i Ministrowi Ardanowskiemu jestem niezmiernie wdzięczny. W chwili obecnej podobno zajmuje się tym KOWR, i tu deklarowałem, że jestem gotowy do pomocy z moim zespołem, który na tematach sadownictwa, przetwórstwa, handlu koncentratem, aż użyję mocnego stwierdzenia, "zęby zjadł". Zapadła cisza, a czas pędzi do przodu nieubłaganie. Mam takie odczucie – "modlił się dziad do obrazu...". Ja jednak jestem uparty, mam wsparcie sadowników i tych, którzy się do mnie z propozycją, o której mówiłem, zwrócili. Oczywiście jestem świadomy, że ten problem może być rozwiązany inaczej, bo na to wszystko należy nałożyć obowiązujące przepisy, ale warto posłuchać tych, którzy ten temat znają praktycznie i poświęcili swój czas przygotowując propozycje analizy i deklarują dalszą pracę. Zaznaczam, że inaczej nie oznacza, że lepiej.

Kiedy ona zacznie przynosić efekty dla sadowników? 

Najpierw firma musi powstać, i oczywiście nikt z nas nie ma czarodziejskiej różdżki, ale z mojego doświadczenia biznesowego, a to prawie 30 lat, wynika, że reakcja rynku jest bardzo szybka. Jak czytam propozycję firmy Döhler sadów sokowych dla polskich sadowników, nie mam wątpliwości, że jest to odpowiedź na podjętą i ogłoszoną przez Premiera i Ministra Rolnictwa decyzję o powołaniu Polskiego Holdingu Spożywczego. Jednak należy robić to szybko, bo gospodarce ważne są trzy rzeczy – pomysł, pieniądze i czas. A w tym przypadku czas jest najistotniejszy.


Polub Świat Rolnika na Facebooku i bądź na bieżąco


Rozmawiała: Marta Wiszczycka


Ta strona wykorzystuje pliki cookie

Używamy informacji zapisanych za pomocą plików cookies w celu zapewnienia maksymalnej wygody w korzystaniu z naszego serwisu. Mogą też korzystać z nich współpracujące z nami firmy badawcze oraz reklamowe. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij na „x” w prawym górnym rogu tej informacji. Jeśli nie wyrażasz zgody, ustawienia dotyczące plików cookies możesz zmienić w swojej przeglądarce. Więcej o polityce prywatności możesz przeczytać tutaj.